środa, 9 kwietnia 2014

Rodział drugi: Krew jest słodka

Krew jest słodka

Ciemnowłosy chłopak wyszedł z baru.
- James , szybciej ! - krzyknęła Malia z samochodu.
- No już, uspokój się! - James miał przytuloną do się wysoką blondynkę ubrana była na czarno oczy miała zielone.
- James, budzi się ! - krzyknęła Malia.
Malia to jasnowłosa brunetka ma szesnaście lat w wieku pięciu lat straciła rodziców.
James wziął blondynkę i w sekundzie znalazł się przy aucie , położył dziewczynę obok swojego brata Bradleya.
- Pij bracie  - powiedział James przykładając  głowę dziewczyny do jego ust.
Po chwili wsiadł do aua i odjechał w stronę lasu.

Derek wyostrzył wszystkie zmysły. Las był ich domem . Nikt , tym bardziej wampiry nie miały prawa być w tym lesie . Kroczyli cicho wśród drzew oddaleni zaledwie parę kroków od polnej drogi.
- Derek - cichy głos Hannah - Słyszysz ?
Wsłuchał się
- To warkot silnika - szepnął.
Po chwili wilkołaki zobaczyły czarny samochód z otwartym dachem .
Poczuli smród wampirów.
- Cholera ! To oni ! - syknął Darlley.

James zaparkował auto obok dębu.
Malia wyszła z auta. Jej długie jasne włosy powiewały na wietrze .
- No i gdzie my jesteśmy ? - Malia denerwowała się .
- W domu.
- W lesie ?! - Malia była , coraz bardziej rozzłoszczona .
-Tak w lesie , prawie . Niedaleko powinien był tak jakby pałac naszej matki .-Bradley stał oparty o auto rozglądając się .
Malia skoczyła w ramiona brata.
- Żyjesz ... ty ...ty żyjesz !
- Jak widać - powiedział James .
Bradley odwzajemnił uścisk .

Wszystko obserwowały wilkołaki. Derek uporczywie wpatrywał się w tą dziewczynę. Oczarowała go.
Ale czuł jednocześnie odrazę do potworów pijących krew.
Hannah szturchnęła go. Miało to oznaczać  ''Nie gap się tylko działaj ".
-Słyszałeś ? - Malia spytała się Jamesa z przerażeniem .
- Tak i wygląda na to, że mamy gości. - James rozglądał się.
Malia zobaczyła włosy za drzewem.
- James... - warknęła Malia. - Ale czy nie są to...
- Wilkołaki? - zapytał Bradley. - Owszem. czuję ich smród.

Derek spiął się. Hannah była wściekła. Cała trójka wychyliła się za drzew i stanęła naprzeciw wampirów.
Wpatrywali się w siebie wrogo.
- Co tu robicie? - warknął Durlley - To nasze terytorium!
James uśmiechnął się ironicznie.
- Odzyskujemy nasz dom. - James splótł ręce za plecami.
- Ciekawe. - parsknął Durlley i zacisnął dłonie w pięści. - Wilkołaki mieszkają tu od przeszło czterystu lat tu mieszkają. Nie macie prawa tu powrócić.
Malia przyjrzała się Derekowi. Odniosła wrażenie, że on wcale nie chciał aby Durlley protestował.
- Cóż mylisz się! - krzyknął James - Mamy po kilka tysięcy lat, moja rodzina tu mieszka a my mamy zamiar odzyskać nasz stary dom!
- Trochę za późno! - wtrąciła się Hannah.
Derek zirytował się.
- Wystarczy. - przerwał im. - Niech każdy idzie w swoją stronę.
Hannah zmrużyła oczy.
- Durlley co ty o tym sądzisz?
Oczy Alfy błysnęły groźnie co nie wróżyło niczego dobrego.
Pogładził podbródek.
- Naradzimy się nad tym. Dziś o północy spotkamy się w tym samym miejscu.
Wilkołaki i wampiry rozeszły się.

- I co robimy?
James chodził zdenerwowany po pokoju.
- Czekamy. Bradley wszedł do pokoju. - Gdzie Malia?
Dopiero teraz zauważyli, że jej nie ma.
James wzruszył ramionami nalewając do szklanek whisky.

Derek stał na drodze. Nikt tu nie jeździł, ponieważ na wsi były tylko dwa domy w dodatku opuszczone. Czuł zapach tej dziewczyny.
- Jak masz na imię? - zapytał spokojnie - Wiem, że tu jesteś. Nie kryj się, proszę.
- Nie kryję się.
- W takim razie gdzie jesteś? - Derek rozglądał się.
- Tu. - Derek spojrzał w górę.
Dziewczyna wpatrywała się w jego czarne oczy. Miała skrzyżowane ręce na piersiach. Stała na gałęzi oparta o korę.
- A jak masz na imię - dopytywał się Derek.
- Malia. A ty jesteś Derek.
Chłopak uśmiechnął się pod nosem.
- Wy i wasze umiejętności. - powiedział. - Nie czytaj mi w myślach.
- jesteś mną za fascynowany.
- Nie...
- Tak! - powiedziała z mocą. - Jesteś. A ta Hannah jest zazdrosna bo, widzi jak się na mnie gapisz.
Derek obojętnie zerknął na Malię.
- Jeśli nawet to co?
- Nic.
- No właśnie. - westchnął bezgłośnie Derek.
Zamilkli oboje. A później Malia powiedziała:
- Nie chcę zwady między naszymi rasami.
- Ja też nie. Za dużo księżyców przeżyłem spokojnych.
- jak to spokojnych? Myślałam, ze zawsze musicie walczyć z przemianą.
- Ja... no wiesz. To nie jest takie proste. - Derek spojrzał na wiewiórkę biegającą po drzewach. - Ja już pójdę.
Derek odwrócił się na pięcie.
- Zaczekaj! - Malia zeskoczyła z drzewa stając teraz oko w oko, bardzo blisko.
- Masz rację. - Malia zniknęła. - Wszystko będzie okej! - dodała na odchodnym.

1 komentarz: