Derek ocknął się w kałuży swojej własnej krwi.
Leżał obok kanapy. Najwyraźniej był ranek. Nic nie pamiętał. Dotknął szyji i syknął z bólu.
Miał tam dwie małe ranki. Wstał powoli. Zrozumiał, że został ugryziony przez wampira.
Malia opierała się plecami o drzewo. Narazie wygrała krótki pojedynek z kitsune. Przez niego ugryzła Dereka. Była przerażona. Musiała mu o tym powiedzieć. Oddychała ciężko. Miała nadzieję, że go nie przemieniła.
Hannah w głębi nienawidziła Dereka. To było dziwne. Kochała go i jednocześnie go nienawidziła. Zawsze czuła kiedy jest z nim coś nie tak. Teraz też czuła.
Derek dygotał. Nie przemieniał się. Było co prawda blisko, ale...jeszcze nie. Nie było to zwyczajne ugryzienie. Ten wampir musiał być potężny. Było mu potwornie zimno.
-Ma...lia.-wychrypiał.
Ktoś stanął w drzwiach.
Hannah dotarła do ich domu. Stanęła w progu i zobaczyła osuwającgo się na podłogę Dereka.
Podbiegła do niego. Odchyliła jego głowę. Miał na szyji dwie kute ranki. Wampirzyca.
-Malia!-wrzasnęła wściekła.
Sama Malia stała za Hannah.
Hannah odwróciła się do niej.
-Coś ty mu zrobiła ?! -jej oczy płonęły chęcią mordu.
-To nie ja - szepnęła Malia.
-A kto?!-wysyczała-któryś z bogów?!
-Nie żartuj sobie ze mnie!
Malia zaczęła się denerwować.
-Spędziliśmy jedną noc!
-Ach tak!?Jedną?!
-Tak!Jedną!
-Wy!
-My! A ty jesteś zazdrosna!-rykneła Malia.
Krew zaszumiała Hannah w głowie. Zaraz dojdzie do przemiany.
-Nie jestem zazdrosna lafiryndo! Próbuję go chronić przed tobą !-wyryczała Hannah.
Była cała czerwona z wściekłości. Malia spięła się. Nie wiadomo do czego by doszło gdyby nie Derek który stanął pomiędzy nimi.
-Dość !-warknął-Hannah!Wynoś się stąd!
-Że...że co?!-sykneła-Bronisz jej?!Jej!? Wampirzycy która wyssała z ciebie krew?!
Derek potarł szyję.
-Nie była sobą.-mruknął ponuro-Nie chcę cię tu widzieć, Hannah.Od teraz to moje,moje terytorium.
Hannah stała teraz jako wilk. Malia przesunęła się. Wilczyca wyskoczyła przez otwarte drzwi.
Derek usiadł na kanapie. Malia usłyszała wycie wilka. Drgnęła.
-Ja...ja przepraszam-Malia przerwała ciszę.
-Ja cię rozumiem , byłaś za blisko mnie.
-To nie tak.
-A jak?! mam na szyji dwie ranki !
Malia usiadła na fotelu.
-Przepraszam-powiedział odwracając wzrok na stolik.
-Derek wszystko okej ?
-Tak.
Malia usiadła obok niego . Położyła ręce na jego nodze.
Derek pocałował ją w czoło.
Zawsze razem-pomyślał.
-Zawsze-Malia powtórzyła.
Jeden całus w czoło, Derek zaczął całować Malię. Ściągnął bluzę.
Ona nagle odsunęła się.
-Derek. Czekaj.
Spojrzał na nią zdziwiony.
-Dlaczego? co się stało?
-Co jeśli cię ponownie ugryzę?
Odgarnął włosy z jej czoła.
-To nic.-stwierdził i pocałował ją ponownie.
Malia pokazała kły. Derek odsunął się.
-Spokojnie-Derek uspokajał Malię.
Malia schowała kły z trudem.
Zadzwonił telefon.
-Malia do domu.
-Po co?
-Zbliżają się
-Kto?-Malia zdziwiła się.
-Kate i Gate-James nie żartował.
-Zaraz będę-rozłączyła się.
Kobieta i mężczyzna okryci kapturem szli od miasta w stronę lasu. W rękach trzymali strzelby naładowane srebrnymi kulami. Pas który mieli był załadowany sebrnymi ostrzami. Zbliżał się wieczór. Spodziewali się wampirów.
-Gate-warkneła kobieta-Gdy wyjdziemy na pola bądź uważny. Musimy wyniszczyć te potwory.
Nagle usłyszeli trzask. Oboje podskoczyli..
-Co to było?-spytał Gate
-Cicho!-warkneła Kate.
Widzieli już łąki. Nagle Gate wrzasnął i wylądował na ziemi.
Kate uniosła strzelbę.
-No chodź!-ryknęła-chodź wampirze!
Gate poderwał się. Warknięcie. Coś warknęło. Znowu wylądował na ziemi. Niedaleko usłyszał wrzask Kate.
-Gateee! Ratuunku! Aaa!!!
Poderwał się znowu i wypadł na polanę.
Pognał za wrzaskiem i zatrzymał się przed domem. Na trawie przed domem stał ogromny wilk. Kate przerażona trzymała zakrwawioną nogę. Wilk pochylił łeb i przemówił:
-To moje terytorium.
-Wilk...wilk...wilkołak!-wyjęczała Kate.
-Odejdźcie! Puszczam was wolno ! Zaznajcie mojej łaski.
Wilk na ich oczach wszedł przez drzwi. Z trzaskiem się zamknęły.
-Nawet nie zapytał. Mógł nas zabić.-mruknęła Kate-Wykorzystamy go wiem, że wampiry gdzieś tu są.
Z trudem dźwignęła się na nogi.
-Chodź rozpoczynamy polowanie.